x: KEEEVIIIIN?-słyszę głos dziewczyny,która wydziera się na całe gardło.
Kevinowi nie udaje się mnie pocałować.KURCZE!
"Co to za debilka,która nam przerwała-myślę"
Otwieram oczy i widzę Kevina,który jest trochę przybity,bo nie mógł mnie pocałować.
Odwracam się...to Allyson! Tak to ona! Jestem tego pewna.
Podchodzi do nas.
Kevin:Cześć,mogłaś się pojawić potem.
Ally: Tak braciszku też się cieszę,że cię widzę Przenosi na mnie wzrok. -Nie przedstawisz mi swojej przyjaciółki?
Kevin:Ale wy już się znacie.
Ja:Tak Allyson spójrz na mnie,skoncentruj się.
Ally: “…?” “MAGGIEEEEE???
Ja: Tak!!
Ally : Jeju jak jak dawno się nie widziałyśmy ? Zmieniłaś się! Prawie cię nie poznałam ! -krzyczy z radości i mocno mnie przytula.
Allyson to wspaniała dziewczyna zarówno w środku jak i na zewnątrz .Jest sympatyczna i towarzyska,ale
równocześnie bardzo rozsądna .Ma ciemne długie włosy ,oczy koloru migdałowo - brązowe i słodkie różane policzki.Są zawsze takie różowe.Jest niska i szczupła tak jak ja.
Siadamy w trójkę na ławce rozmawiamy o wszystkich rzeczach które wydarzyły się w ostatnich latach ,starając się nie pomijać Kevina ,nie chciałabym go obrazić...
Po obgadaniu szkoły,przyjaciół ,nauczycieli,rodziców i wielu innych spraw Allyson zadaje mi ważne pytanie.
Ally: Widząc ,ze twoi wujkowie są bardzo nudni nigdzie nie wychodzą i napewno zrujnują ci te wakacje ,możesz zamieszkać u mnie na calusieńkie wakacje; mój dom jest bardzo duży mam wolne łóżko w moim pokoju mogłabyś tam spać tylko się zgudź.
Kevin: Ja jestem za,tylko powiedz ,,tak"
Ja: Ally tak! Będziemy zawsze razem,aby dzielić każdy dzień ze sobą .
Ally: Będzie wspaniale !
Kevin: Też tak myślę !
Kevin chce abym zamieszkała z nimi.Będę musiała zamykać przed nim drzwi na klucz.
Ja: OK ludzie ,ja teraz idę do domu,zrobiło się późno a ja jestem zmęczona podróżą -mówię podnosząc się z ławki i spoglądam na zegarek jest 18:30 wow jak szybko minął czas .
Kevin:Odprowadzę cię do domu ,a ty siostrzyczko idź do domu ja za niedługo będę .
Ja: Jesteś pewny ?
Kevin: Jestem super pewny.
Ja:Ok Ally,wszystko przygotuję a jutro będę mogła się już przeprowadzić,zobaczymy się jutro z rana!Cześć!-mówię a na po zegnanie całuję ją w policzek.
Kevin jest przesłodki to miłe,że pomyślał o tym,żeby mnie odprowadzić.Może chce odzyskać chwilę,która została wcześniej przerwana.Boh...zobaczymy.Myślę,że jednak ta sytuacja już się nie powtórzy.
Wychodzimy z parku,spacerujemy uliczkami,jednak tym razem idziemy inną drogą.
Ja:Kevin to nie tam jest droga powrotna do domu?
Kevin: Nie,przypomniałem sobie skrót.
Ja:Ok to nawet lepiej.
Chodzimy już z godzinkę.Skrót?Ta droga jest na pewno dłuższa niż ta wcześniejsza,ale nic nie mówię,może chce pobyć ze mną trochę więcej czasu.
W końcu jesteśmy na ulicy gdzie znajduje się dom moich wujków.Stoimy przed drzwiami mieszkania i czas już się pożegnać.
Kevin:Tak naprawdę szliśmy dłuższą drogą.
Ja: Wiedziałam ! Ale nie chciałam nic mówić,bo nie znam uliczek i może się myliłam.
Kevin:Chciałem być z tobą trochę więcej czasu.
Ja:Tak,powiedzmy,że o tym pomyślałam.
Kevin: Ach jestem przewidywalny,kurcze !
Ja:Nie prawda!Ok widzimy się jutro.
Kevin: Mam nadzieję,że czas szybko minie i przepraszam za wcześniej moja siostra jes dociekliwa.
Ja: Nie przejmuj się.
Kevin: Do jutra - mówi i całuje mnie w policzek.
Otwieram drzwi i wchodzę macham mu i uśmiechamy sie do niego co szybko odwzajemnia.Zamykam drzwi i kucam na podłodze z przyklejonym uśmiechem.Czy ja sie zakochuję?
Myśle że tak ,moje wcześniejsze uczucia do Kevina powiększają sie z godziny na godzinę i teraz wiem, że nie jest zwykłym przyjacielem.
To dziwne,że w kilka godzin udało mu się zauroczenie mnie co nie udało mu się przez ostatnie kilka lat.
Koło mnie siada moja ciocia.
Ciocia: I co spytałaś się twojej przyjaciółki czy mogłabyś u niej zamieszkać ?
Ja: Tak jutro będę mogła sie do niej przeprowadzić ale nie bójcie sie będę was często odwiedzała.
Ciocia: Spokojnie cieszę sie,że będziesz mogła spędzić czas ze starą przyjaciółką.
Ja: OH muszę jutro zadzwonić do moich rodziców.
Ciocia : Nie nie zajmij sie swoimi sprawami ja do nich zadzwonię
Ja:Dobrze dziękuję ciociu!
Idę schodami w stronę mojego pokoju,w drodze spotykam Alexa.
Alex:Cześć kuzyneczko!
Ja:Cześć będę za tobą tęsknić kuzynie.
Alex:Dlaczego ?
Ja:Jutro przeprowadzam się do mojej przyjaciółki na całe wakacje.
Alex:Niedawno przyjechałaś i już wyjeżdzasz od nas? Zostawisz mnie tu samego?
Ja:Nie,będę cię często odwiedzać i będziemy chodzić na kolejne spacerki po Londynie dzięki temu poznam go lepiej!
Alex:Trzymam cię za słowo-mówi uśmiechając sie szeroko.
Alex jest tak słodkim chłopakiem.Mam szczęście,że mam takiego kuzyna,będę za nim tęsknić.Wchodzę do pokoju i idę sie wykąpać,potem wkładam piżamkę i kładę sie do łóżka.
Zasypiam po kilku minutach myślę o jutrze,o Ally,Kevinie,Alex'ie o wszystkim co się dzisiaj zdarzyło,zapominając o chłopaku bez imienia.
'Driiiin' 'Driiiin'
Jest 8:00 rano wyciszam budzik i wstaję,dzisiaj mam dobry humor i cieszę się moim życiem. Idę do kuchni ,nie ma nikogo,może gdzieś wyszli.Robię śniadanie kakao i ciasteczka,oglądam kilka seriali ,po zjedzeniu śniadania wracam do pokoju.Szperam trochę w walizce w poszukiwaniu jakiegoś stroju na dzisiaj.Po 30 minutach wypieram to:
Jestem trochę niepewna,ale myślę,że wszystko pójdzie dobrze,w końcu przeprowadzam się tylko do przyjaciółki nie urządzam przecież jakiegoś pokazu mody.Kończę się ubierać,wkładam moje ulubione buty,rozczesuję włosy.Jestem gotowa.Biorę moje walizki,żegnam się z wszystkimi i dzwonie po taxówke,bo mój bagaż jest za ciężki.Daję kierowcy adres,pod który ma jechać;dojeżdżamy płacę kierowcy odpowiednią ilość pieniędzy i idę w kierunku mojego nowego domu,patrzę na niego z podekscytowaniem.
Te wakacje z nudnych zmieniają się na najlepsze w całym moim życiu.
un-incontro-del-destino-tlumaczenie
piątek, 4 lipca 2014
czwartek, 19 czerwca 2014
Informacja
Hej :) Mam do was wielką prośbę,chciałabym abyście komentowali rozdziały bo chce wiedzieć,że doceniacie moją pracę i to że tłumacze.Dla was to minuta a dla mnie wielka motywacja. Dopóki nie będzie komentarzy nie będę dodawała nowych rozdziałów.Mam nadzieję,że zmotywuje was to do komentowania <3
poniedziałek, 16 czerwca 2014
Rozdział 6
Przypomina mi się tamten dzień tylko,że tym razem jest daleko,siedzi na murku razem z jakimś mężczyzną dużym i grubym ; zaraz umrę ze szczęścia.Kevin biegnie dalej,ale udaje mi się zauważyć,że ten chłopak bacznie mi się przygląda.Dlaczego?Może to jakiś zbieg okoliczności?To naprawdę Niall Horan?Znam go tylko z telewizji,ale rozpoznałabym go pośród miliona chłopaków,niestety nie daję rady przyjrzeć mu się z bliska :albo widzę go jedynie przez kilka sekund,albo z bardzo daleka.Kurde,uda mi się w końcu zobaczyć go z bliska,przyjrzeć mu się przez chociaż kilka minut ?Wiele pytań rodzi się w mojej głowie.
Kevin biegnie jeszcze trochę,czy on jest niezniszczalny ?Przypomina konia w galopie.
W końcu się zatrzymuje.
Ja:Jesteśmy już na miejscu?Czy w końcu postawisz mnie na ziemi?
Kevin:Uff...ok
Delikatnie stawia mnie na ziemi,wchodzimy do parku przez wielką bramę,wydaje się,że to wejście do jakiegoś pięknego zamku,a wejście jest pełne wierzb płaczących,wszystko zakryte przez gałęzie drzew,tworzący szczelną zasłonę wokół wejścia.To jest przepiękne,mam błyszczące oczy a buzię otwartą z podziwu.Kevin śmieje się ze mnie.
Kevin:Widzę,że ci się podoba,ale jeśli nie zamkniesz buzi wlecą ci do środka muchy.
Zamykam szybko buzię,trochę zawstydzona.
Kevin jest idealnym chłopakiem,dobrze mi z nim,gdy spędzam z nim czas udaję mi się zapomnieć te oczy,to spojrzenie,chłopak u którego nie umiem odkryć tożsamości.
Zaczynamy spacerować wśród alejek,bez pośpiechu,wyglądamy jak para;przechodzimy obok przepięknej fontanny,woda pryska a jej krople wyglądają jak małe diamenciki.
Ja:Kevin patrz jaka piękna fontanna!-mówię z zachwytem.
Kevin:Czyli podobają ci się fontanny Hmmm...
Ja:Uwielbiam wszystko co jest związane z wodą.To takie...takie...no sama nie wiem.
Kevin:Jesteś dziwna!Strasznie dziwna!
Ja:Musisz się do tego przyzwyczaić,mój drogi-mówię szturchając go w jego z ramię.
Kevin: Ehi!
Biorę w ręce trochę wody z fontanny i mocze mu całe włosy.
Kevin:Ok,ok koniec.Poddaję się.Ale zostaw moje włosy!
Ja:Rewanż ! Jestem mściwa!-puszczam mu oczko.
Kevin:Właśnie widzę-mówi i wybucha śmiechem.
Kevin zaczyna przeczesywać włosy ręką,aby szybciej wyschły,zaraz zemdleję.Jak można być tak pięknym?
Jest za ładny.
Zaczynamy się śmiać jak nienormalni (przynajmniej tak jest w moim przypadku).Po pewnym czasie przestaję i poważnieję.Kevin wydaję się czymś przejęty.Ma opuszczony wzrok,patrzy na swoje buty .Co się z nim dzieje ?Chodzimy po alejkach,teraz nasze ciała są bardzo blisko,nasze ręce się ocierają do momentu kiedy Kevin nie ściska mojej ręki.Spoglądam na nasze dłonie.Rumienie się a wzrok mój po raz kolejny ląduje na naszych dłoniach.
Serce bije mi tak mocno jakby chciało wyskoczyć mi z piersi.W tej ciszy słychać bijące serca.Dlaczego tak się czuję.Zawsze wiedziałam,że podobam się Kevinowi ale nigdy nie robiło to na mnie tak wielkiego wrażenia.Co my robimy?Czy on tego chce?Czy chce tego ja ?Nie jestem pewna czego chce;nigdy nie wyobrażałam sobie Kevina w roli mojego chłopaka.Ale jeśli w brzuchu czuję motylki a serce bije mi mocniej to jakiś powód tego musi być.Może za bardzo się tym przejmuję,może z jego strony był to po prostu znak przyjaźni?W trakcie mojego rozmyślania,Kevin prowadzi mnie na rynek gdzie znajduje się wiele ławeczek.
Kevin:Usiądziemy?
Ja:umm..ok
Siadamy,Kevin nie puszcza mojej ręki,ściska ją mocniej.Siedzimy naprzeciwko siebie i wpatrujemy się sobie w oczy;jeju ma oczy takie...takie ciemne i głębokie.W tym właśnie momencie myślę o tym wszystkim jeszcze raz ;czuję ,że moje serca zaraz skopiuje,a ja tracę zdolność trzeźwego myślenia.Nie wiem czy będziemy się patrzeć w siebie w nieskończoność czy w końcu mnie pocałuje.
W końcu Kevin przesuwa się w moją stronę,jest coraz bliżej,nie myśląc co robię też zaczynam się przybliżać i wtedy własnie to sobie uświadomiłam,gdybym nie uważała go za kogoś więcej niż przyjaciela nie byłabym teraz tak blisko niego.Ostatecznie kilka centymetrów nas dzieli,jego lewa ręka ściska moją,w tym czasie prawa sunie po moim policzku.Nasze usta prawie się stykają.Zamykam oczy.
Kevin biegnie jeszcze trochę,czy on jest niezniszczalny ?Przypomina konia w galopie.
W końcu się zatrzymuje.
Ja:Jesteśmy już na miejscu?Czy w końcu postawisz mnie na ziemi?
Kevin:Uff...ok
Delikatnie stawia mnie na ziemi,wchodzimy do parku przez wielką bramę,wydaje się,że to wejście do jakiegoś pięknego zamku,a wejście jest pełne wierzb płaczących,wszystko zakryte przez gałęzie drzew,tworzący szczelną zasłonę wokół wejścia.To jest przepiękne,mam błyszczące oczy a buzię otwartą z podziwu.Kevin śmieje się ze mnie.
Kevin:Widzę,że ci się podoba,ale jeśli nie zamkniesz buzi wlecą ci do środka muchy.
Zamykam szybko buzię,trochę zawstydzona.
Kevin jest idealnym chłopakiem,dobrze mi z nim,gdy spędzam z nim czas udaję mi się zapomnieć te oczy,to spojrzenie,chłopak u którego nie umiem odkryć tożsamości.
Zaczynamy spacerować wśród alejek,bez pośpiechu,wyglądamy jak para;przechodzimy obok przepięknej fontanny,woda pryska a jej krople wyglądają jak małe diamenciki.
Ja:Kevin patrz jaka piękna fontanna!-mówię z zachwytem.
Kevin:Czyli podobają ci się fontanny Hmmm...
Ja:Uwielbiam wszystko co jest związane z wodą.To takie...takie...no sama nie wiem.
Kevin:Jesteś dziwna!Strasznie dziwna!
Ja:Musisz się do tego przyzwyczaić,mój drogi-mówię szturchając go w jego z ramię.
Kevin: Ehi!
Biorę w ręce trochę wody z fontanny i mocze mu całe włosy.
Kevin:Ok,ok koniec.Poddaję się.Ale zostaw moje włosy!
Ja:Rewanż ! Jestem mściwa!-puszczam mu oczko.
Kevin:Właśnie widzę-mówi i wybucha śmiechem.
Kevin zaczyna przeczesywać włosy ręką,aby szybciej wyschły,zaraz zemdleję.Jak można być tak pięknym?
Jest za ładny.
Zaczynamy się śmiać jak nienormalni (przynajmniej tak jest w moim przypadku).Po pewnym czasie przestaję i poważnieję.Kevin wydaję się czymś przejęty.Ma opuszczony wzrok,patrzy na swoje buty .Co się z nim dzieje ?Chodzimy po alejkach,teraz nasze ciała są bardzo blisko,nasze ręce się ocierają do momentu kiedy Kevin nie ściska mojej ręki.Spoglądam na nasze dłonie.Rumienie się a wzrok mój po raz kolejny ląduje na naszych dłoniach.
Serce bije mi tak mocno jakby chciało wyskoczyć mi z piersi.W tej ciszy słychać bijące serca.Dlaczego tak się czuję.Zawsze wiedziałam,że podobam się Kevinowi ale nigdy nie robiło to na mnie tak wielkiego wrażenia.Co my robimy?Czy on tego chce?Czy chce tego ja ?Nie jestem pewna czego chce;nigdy nie wyobrażałam sobie Kevina w roli mojego chłopaka.Ale jeśli w brzuchu czuję motylki a serce bije mi mocniej to jakiś powód tego musi być.Może za bardzo się tym przejmuję,może z jego strony był to po prostu znak przyjaźni?W trakcie mojego rozmyślania,Kevin prowadzi mnie na rynek gdzie znajduje się wiele ławeczek.
Kevin:Usiądziemy?
Ja:umm..ok
Siadamy,Kevin nie puszcza mojej ręki,ściska ją mocniej.Siedzimy naprzeciwko siebie i wpatrujemy się sobie w oczy;jeju ma oczy takie...takie ciemne i głębokie.W tym właśnie momencie myślę o tym wszystkim jeszcze raz ;czuję ,że moje serca zaraz skopiuje,a ja tracę zdolność trzeźwego myślenia.Nie wiem czy będziemy się patrzeć w siebie w nieskończoność czy w końcu mnie pocałuje.
W końcu Kevin przesuwa się w moją stronę,jest coraz bliżej,nie myśląc co robię też zaczynam się przybliżać i wtedy własnie to sobie uświadomiłam,gdybym nie uważała go za kogoś więcej niż przyjaciela nie byłabym teraz tak blisko niego.Ostatecznie kilka centymetrów nas dzieli,jego lewa ręka ściska moją,w tym czasie prawa sunie po moim policzku.Nasze usta prawie się stykają.Zamykam oczy.
piątek, 6 czerwca 2014
Rozdział 5
UWAGA ! W tym rozdziale pojawi się nowy bohater,o którym nie wspominałam.Jeśli chcecie mogę dodać go do posta postacie.
x: Hej co tu robi taka piękna dziewczyna,smutna i samotna ?
Podnoszę wzrok.Chłopak jest wysoki i przystojny.Przypomina mi kogoś...przecież ja go znam!
Ja:Kevin ?
Kevin jest bratem Allyson,nie mogę uwierzyć.Odnalazłam ją,ale szczęście!
Kevin: Ahh ślicznoto ty znasz moje imię,ale ja nadal nie znam twojego.
Ja: Ej Kevin,nie poznajesz mnie ?
Kevin:Poczekaj...-spogląda na mnie od czubka głowy do nóg.-Maggie?
Ja: Taak!!!
Kevin: Wow,zmieniłaś się.Wydoroślałaś-uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
Jego uśmiech.Zawsze mi się podobał.Nigdy go nie zapomniałam.Mały czy duży zawsze był niesamowity,potrafił jednym uśmiechem umilić ci nieudany dzień.
Ja:Mam to traktować jako komplement ?
Kevin: Pewnie,jesteś piękna.Nie zrozum mnie źle,byłaś śliczna nawet wtedy gdy bawiliśmy się razem w piaskownicy ,kiedy byłaś nieco wyższa niż 1 metr,kiedy widziałem cię ostatni raz,cztery lata temu,straszliwie mi się wtedy podobałaś.
Nie jest słodki?Kilka lat temu podobałam mu się na zawał,ale byłam małą dziewczynką,nie zwracałam w ogóle uwagi na niego.Zawsze był strasznie słodki.Gdy byliśmy dziećmi,zerwał dla mnie różę z ogrodu,ponieważ mi się podobała,to było takie słodkie...szkoda,że zdaję sobie o tym sprawę teraz.Bez wątpienia,teraz taki nie jest,wydoroślał,myślę,że podoba mu się inny typ dziewczyn.
Ja: D-dzięki masz dobrą pamięć -rumienie się
Kevin: Jesteś piękna nawet gdy się rumienisz.
Ja:Przestań jeśli będziesz mi prawić więcej komplementów to będę jeszcze bardziej czerwona-mówię przykrywając twarz dłońmi.
Kevin: Oh w takim razie będę mówił ich jeszcze więcej.
Ja:Złośnik !
Kevin: Co ty robisz w Londynie nie mieszkałaś w Rzymie?
Ja:Masz rację,ale te wakacje spędzę u wujków.
Kevin: Rozumiem,w takim razie dlaczego siedzisz tu sama ?
Ja: Szukałam twojej siostry w jednym z tych domów,ale jej nie znalazłam więc byłam zdesperowana.
Kevin:Czyli szukałaś mojej siostry,nie ma jej teraz w domu,wyszła niedawno,możesz na nią poczekać powinna zaraz wrócić.
Ja:Ok poczekam tu na nią.
Kevin: Nie pójdziesz teraz ze mną,nie zostawię cię samej przez tyle czasu więc wstawaj piękna.
Ja:Mam jakieś inne wyjście ?-pytam uśmiechając się
Kevin:Nie
Ja:Ok fajnie będzie w końcu spędzić ze sobą trochę czasu-mówię wstając z ławki
Spacerujemy po ulicach Londynu,tym razem uliczki nie są zaludnione,jest tylko kilka par.
Ja:Gdzie idziemy?-pytam
Kevin:Gdzie tylko chcesz słonko.
Ja:Umm jest tu jakiś park?
Kevin:Jest ich wiele.Zaprowadzę cię do tego najładniejszego.
Ja:Czemu udajesz uroczego ?-pytam śmiejąc się
Kevin:Ja nie udaję,jestem uroczy!
Ja:Jesteś za skromny -mówię sarkastycznie wywracając oczami.-Bądź cicho i chodź
Kevin:Na rozkaz proszę pani!
Chodzimy po Londynie już z godzinę i szczerze mówiąc już nie mam siły,na dalszy spacer.
Ja:Kevin nie daję już rady-narzekam.
Kevin:Już jesteś zmęczona ?
Ja:No proszę zatrzymajmy się chociaż na 10 minut proszę
Kevin:Eh nie droga jeszcze długa,jeśli się zatrzymamy to do parku dojdziemy jutro rano.
Niespodziewanie Kevin uśmiecha się chytrze ,bierze mnie na ręce i sadza mnie na swoje plecy .Zwariował czy co ?
Ja:Co ty do cholery robisz?Postaw mnie na ziemi.
Kevin zaczyna biec.Przysięgam,zabiję go.
Ja:Kevin,Kevin przestań ,zatrzymaj się! Postaw mnie na ziemi.
Nic z tego,w ogóle mnie nie słucha,nie mam innego wyjścia,muszę się tylko mocno trzymać,żeby nie spaść.Wbiegamy w uliczkę,gdzie widziałam Nialla,te piękne niebieskie oczy,których nie mogę wybić sobie z pamięci, o których myślę cały czas.Obracam się we wszystkie strony,jest tam.
TAK to on!
x: Hej co tu robi taka piękna dziewczyna,smutna i samotna ?
Podnoszę wzrok.Chłopak jest wysoki i przystojny.Przypomina mi kogoś...przecież ja go znam!
Ja:Kevin ?
Kevin jest bratem Allyson,nie mogę uwierzyć.Odnalazłam ją,ale szczęście!
Kevin: Ahh ślicznoto ty znasz moje imię,ale ja nadal nie znam twojego.
Ja: Ej Kevin,nie poznajesz mnie ?
Kevin:Poczekaj...-spogląda na mnie od czubka głowy do nóg.-Maggie?
Ja: Taak!!!
Kevin: Wow,zmieniłaś się.Wydoroślałaś-uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
Jego uśmiech.Zawsze mi się podobał.Nigdy go nie zapomniałam.Mały czy duży zawsze był niesamowity,potrafił jednym uśmiechem umilić ci nieudany dzień.
Ja:Mam to traktować jako komplement ?
Kevin: Pewnie,jesteś piękna.Nie zrozum mnie źle,byłaś śliczna nawet wtedy gdy bawiliśmy się razem w piaskownicy ,kiedy byłaś nieco wyższa niż 1 metr,kiedy widziałem cię ostatni raz,cztery lata temu,straszliwie mi się wtedy podobałaś.
Nie jest słodki?Kilka lat temu podobałam mu się na zawał,ale byłam małą dziewczynką,nie zwracałam w ogóle uwagi na niego.Zawsze był strasznie słodki.Gdy byliśmy dziećmi,zerwał dla mnie różę z ogrodu,ponieważ mi się podobała,to było takie słodkie...szkoda,że zdaję sobie o tym sprawę teraz.Bez wątpienia,teraz taki nie jest,wydoroślał,myślę,że podoba mu się inny typ dziewczyn.
Ja: D-dzięki masz dobrą pamięć -rumienie się
Kevin: Jesteś piękna nawet gdy się rumienisz.
Ja:Przestań jeśli będziesz mi prawić więcej komplementów to będę jeszcze bardziej czerwona-mówię przykrywając twarz dłońmi.
Kevin: Oh w takim razie będę mówił ich jeszcze więcej.
Ja:Złośnik !
Kevin: Co ty robisz w Londynie nie mieszkałaś w Rzymie?
Ja:Masz rację,ale te wakacje spędzę u wujków.
Kevin: Rozumiem,w takim razie dlaczego siedzisz tu sama ?
Ja: Szukałam twojej siostry w jednym z tych domów,ale jej nie znalazłam więc byłam zdesperowana.
Kevin:Czyli szukałaś mojej siostry,nie ma jej teraz w domu,wyszła niedawno,możesz na nią poczekać powinna zaraz wrócić.
Ja:Ok poczekam tu na nią.
Kevin: Nie pójdziesz teraz ze mną,nie zostawię cię samej przez tyle czasu więc wstawaj piękna.
Ja:Mam jakieś inne wyjście ?-pytam uśmiechając się
Kevin:Nie
Ja:Ok fajnie będzie w końcu spędzić ze sobą trochę czasu-mówię wstając z ławki
Spacerujemy po ulicach Londynu,tym razem uliczki nie są zaludnione,jest tylko kilka par.
Ja:Gdzie idziemy?-pytam
Kevin:Gdzie tylko chcesz słonko.
Ja:Umm jest tu jakiś park?
Kevin:Jest ich wiele.Zaprowadzę cię do tego najładniejszego.
Ja:Czemu udajesz uroczego ?-pytam śmiejąc się
Kevin:Ja nie udaję,jestem uroczy!
Ja:Jesteś za skromny -mówię sarkastycznie wywracając oczami.-Bądź cicho i chodź
Kevin:Na rozkaz proszę pani!
Chodzimy po Londynie już z godzinę i szczerze mówiąc już nie mam siły,na dalszy spacer.
Ja:Kevin nie daję już rady-narzekam.
Kevin:Już jesteś zmęczona ?
Ja:No proszę zatrzymajmy się chociaż na 10 minut proszę
Kevin:Eh nie droga jeszcze długa,jeśli się zatrzymamy to do parku dojdziemy jutro rano.
Niespodziewanie Kevin uśmiecha się chytrze ,bierze mnie na ręce i sadza mnie na swoje plecy .Zwariował czy co ?
Ja:Co ty do cholery robisz?Postaw mnie na ziemi.
Kevin zaczyna biec.Przysięgam,zabiję go.
Ja:Kevin,Kevin przestań ,zatrzymaj się! Postaw mnie na ziemi.
Nic z tego,w ogóle mnie nie słucha,nie mam innego wyjścia,muszę się tylko mocno trzymać,żeby nie spaść.Wbiegamy w uliczkę,gdzie widziałam Nialla,te piękne niebieskie oczy,których nie mogę wybić sobie z pamięci, o których myślę cały czas.Obracam się we wszystkie strony,jest tam.
TAK to on!
poniedziałek, 2 czerwca 2014
Rozdział 4
Ja: Niall!To był Niall! Ten chłopak to Niall! Nie wierzę.To nie możliwe,One Direction są w Londynie. Może się przewidziałam.
Alex: Niall z One Direction? Niemożliwe.Mieszkam tu od zawsze i jeszcze nigdy ich tu nie widziałem.
-Powrót do domu-
Idę do mojego pokoju,siadam na łóżku i myślę.Znam te oczy,tak,one były jego,te Nialla,może wrócili do Londynu i nikt o tym nie wie ? Beehh zaraz to sprawdzę.
Tymczasem ...One Direction naprawdę są w Londynie,a ten chłopak ,którego widziałam to był Niall ze swoim ochroniarzem.
Niall: Nie mogę przestać myśleć o tych oczach,które spotkałem wcześniej,tak słodkimi,tak głębokimi.Byłem oszołomiony.
Ochroniarz: Ale ty jej nawet nie znasz.
Niall: Odnajdę ją,może to być ostatnia rzecz,którą zrobię.
Ochroniarz: Nic nie wiesz o tej dziewczynie.
Niall: Wiem coś.Znam jej imię,Maggie
Ochroniarz: Skąd ty do diabła o tym wiesz?
Niall: Miała naszyjnik z imieniem.Ale z imieniem nic nie zrobię.
Ochroniarz: Właśnie Londyn jest duży,jest tu milion dziewczyn,które mają na imię Maggie.
Niall: Już wiem! Będę na nią czekał w miejscu, w którym się spotkaliśmy,dzień i noc,dopóki nie będzie przechodziła tędy jeszcze raz i wtedy...BAM !Porozmawiam z nią.
Ochroniarz: Dobry plan Horan.
******
Po zjedzeniu pysznego obiadu,decyduję się iść do Allyson,aby zrobić jej niespodziankę.
Wychodzę i idę w stronę jej domu,Allyson mieszka 10 minut od mieszkania moich wujków i jestem prawie pewna,że znam drogę do jej domu,przynajmniej mam taką nadzieję.
''Drriin'' ''Driiin''
Pukam do drzwi,wydaje mi się,że to tu bordowe drzwi a obok małe krzewy to raczej tu.Otwiera mi pani około czterdziestki.
Ja: Dzień dobry jest Allyson ?-pytam grzecznie.
Pani: Allyson ? Tu nie mieszka żadna Allyson.
Ja:Jest pani pewna? Myślałam że to odpowiednie mieszkanie.Najwidoczniej się pomyliłam.Przepraszam.
Pani: Nie ma za co -mówi do mnie posyłając mi ciepły uśmiech.
Zamyka drzwi.
''Boże,ale wstyd-myślę''
Obracam się starając rozpoznać jakiś znany mi punkt zaczepienia,który powie mi gdzie jest dom mojej przyjaciółki.To dziwne byłam przekonana,że to tu.Poddaję się i siadam na ławeczce smutna,zniżam głowę i widzę nogi chłopaka,który idzie w moją stronę.
Alex: Niall z One Direction? Niemożliwe.Mieszkam tu od zawsze i jeszcze nigdy ich tu nie widziałem.
-Powrót do domu-
Idę do mojego pokoju,siadam na łóżku i myślę.Znam te oczy,tak,one były jego,te Nialla,może wrócili do Londynu i nikt o tym nie wie ? Beehh zaraz to sprawdzę.
Tymczasem ...One Direction naprawdę są w Londynie,a ten chłopak ,którego widziałam to był Niall ze swoim ochroniarzem.
Niall: Nie mogę przestać myśleć o tych oczach,które spotkałem wcześniej,tak słodkimi,tak głębokimi.Byłem oszołomiony.
Ochroniarz: Ale ty jej nawet nie znasz.
Niall: Odnajdę ją,może to być ostatnia rzecz,którą zrobię.
Ochroniarz: Nic nie wiesz o tej dziewczynie.
Niall: Wiem coś.Znam jej imię,Maggie
Ochroniarz: Skąd ty do diabła o tym wiesz?
Niall: Miała naszyjnik z imieniem.Ale z imieniem nic nie zrobię.
Ochroniarz: Właśnie Londyn jest duży,jest tu milion dziewczyn,które mają na imię Maggie.
Niall: Już wiem! Będę na nią czekał w miejscu, w którym się spotkaliśmy,dzień i noc,dopóki nie będzie przechodziła tędy jeszcze raz i wtedy...BAM !Porozmawiam z nią.
Ochroniarz: Dobry plan Horan.
******
Po zjedzeniu pysznego obiadu,decyduję się iść do Allyson,aby zrobić jej niespodziankę.
Wychodzę i idę w stronę jej domu,Allyson mieszka 10 minut od mieszkania moich wujków i jestem prawie pewna,że znam drogę do jej domu,przynajmniej mam taką nadzieję.
''Drriin'' ''Driiin''
Pukam do drzwi,wydaje mi się,że to tu bordowe drzwi a obok małe krzewy to raczej tu.Otwiera mi pani około czterdziestki.
Ja: Dzień dobry jest Allyson ?-pytam grzecznie.
Pani: Allyson ? Tu nie mieszka żadna Allyson.
Ja:Jest pani pewna? Myślałam że to odpowiednie mieszkanie.Najwidoczniej się pomyliłam.Przepraszam.
Pani: Nie ma za co -mówi do mnie posyłając mi ciepły uśmiech.
Zamyka drzwi.
''Boże,ale wstyd-myślę''
Obracam się starając rozpoznać jakiś znany mi punkt zaczepienia,który powie mi gdzie jest dom mojej przyjaciółki.To dziwne byłam przekonana,że to tu.Poddaję się i siadam na ławeczce smutna,zniżam głowę i widzę nogi chłopaka,który idzie w moją stronę.
wtorek, 27 maja 2014
Rozdział 3
Moja mama odprowadza mnie na lotnisko i przed wejściem patrzymy sobie w oczy.
Ja: Będzie mi cię brak mamo
Mama:To mnie nie przekona do tego,abyś została.
Ja:Boża,jaka ty jesteś złośliwa.I tak będę tęskniła.
Mama:Ja za tobą też.Mówi po czym mocno mnie przytula po minucie puszczając.
Przypominam sobie,że o 10:00 mam lot ,więc muszę wcześniej ustawić się w kolejce,aby zająć dobre miejsce.Wkładam słuchawki do uszu i słucham trochę muzyki :One Direction-Another World.
Myślę o wszystkim co się do tej pory stało o tym,że opuściłam moje przyjaciółki,które będę mogła usłyszeć tylko przez telefon.Jednak z drugiej strony poznam nowych ludzi,zaprzyjaźnię się z kimś;sama myśl,że jestem coraz bliżej Londynu sprawia że jestem szczęśliwa,nie obchodzą mnie moi nudni wujkowie,na pewno znajdę sposób na spędzenie fajnie czasu.
Teraz pewnie myślicie : 'Jejuu! To Londyn! Zdajesz sobie sprawę ?Byłam prze szczęśliwa gdybym mogła tu zamieszkać,nie,dla mnie tak nie jest,znam Londyn,można powiedzieć,że już się do niego przyzwyczaiłam,nie może być inaczej skoro jeżdżę tu z rodzicami co roku,oczywiście do moich wujków.
Niespodziewanie przychodzi mi genialna myśl:mogłabym zamieszkać u mojej starej przyjaciółki Allyson,która przeprowadziła się tu jakiś rok temu,oczywiście jeśli moi wujkowie i Allyson się na to zgodzą.
Minęły 2 godziny i 45 minut w Londynie jest godzina 11:45.Samolot wylądował,wychodzę z niego,na mojej twarzy czuje zimny podmuch wiatru:Londyn nie jest taki jak Rzymu,jest zachmurzony i pochmurny.
Idę w kierunku domu moich wujków,jestem pewna,że pamiętam drogę w końcu tak jak powiedziałam wcześniej przyjeżdżałam tu dość często.Jednak od kilku lat nie przyjeżdżaliśmy tak często i jak się obawiałam zgubiłam się.Więc zamówiłam taxi i podałam kierowcy adres pod,który ma jechać.
Stoję przed drzwiami i delikatnie pukam.
Drzwi otwiera moja ciocia,jak zawsze uśmiechnięta i zaprasza mnie do środka z grzecznością,po drodze pytając mnie o lot.Ja od razu przechodzę do sedna.
Ja:Posłuchaj ciociu w te wakacje chciałabym się wyszaleć,byłabym szczęśliwa gdybyś pozwoliła mi zamieszkać u mojej przyjaciółki Allyson całkiem niedaleko stąd .
Ciocia:Pewnie jak uważasz chce żebyś podczas pobytu tu była szczęśliwa.
Ja: Awww,dziękuję ciociu jesteś najlepsza! Zadzwonię do Allyson.
Ciocia: Ok nie ma problemu.
Zanoszę walizki na górę,dom jest całkiem spory w drodze do mojego pokoju spotykam mojego kuzyna Alexa.Gdy byłam mała uważałam go za przystojnego,ale teraz traktuje go jak starszego brata.Alex ma 17 lat jest silny i wysportowany.Ma jasną czuprynę i szare oczy.Uwielbiam oczy takiego koloru.
Alex: Ehi Mag,czekałem na ciebie z niecierpliwością -mówi zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku.
Mój kuzyn był zawsze typem osoby sympatycznej i żartobliwej.
Ja: Mhh naprawdę ? Dlaczego ?
Alex:Nie wiem,może dlatego,że tak długo cię nie widziałem i tęskniłem...wyrosłaś.
Ja:Ja też tęskniłam,wyładniałeś!mówię -I dziękuje
Alex:Nie ma za co,ja teraz wychodzę zobaczymy się później.
Ja:Ok cześć
Przyjechałam nie dawno a już mi się nudzi-wyjdę gdzieś.Mówię cioci,że wychodzę i doganiam Alexa.
Ja: Hej gdzie idziesz?
Alex: Idę na rynek chcesz iść ze mną ?
Ja:Ok,bo wiesz nudzi mi się w domu.
Spacerujemy w nieznanym mi kierunku przechodząc przez wąską uliczkę.Po kilku minutach przechodzi blisko mnie chłopak,który uważnie wpatruje się w moje oczy,uśmiecha się do mnie a jego wzrok podąża w kierunku mojej szyi (potem dowiecie się dlaczego),a potem znika wtapiając się w gromadki ludzi.Miał oczy koloru nieba,nigdy ich nie zapomnę.Miał na głowie kapelusz ale udało mi się zauważyć pojedyncze kosmyki włosów koloru blond.W pewnej chwili,zatrzymuje się,odwracam się w kierunku mojego i krzyczę na mojego kuzyna.
Ja: Będzie mi cię brak mamo
Mama:To mnie nie przekona do tego,abyś została.
Ja:Boża,jaka ty jesteś złośliwa.I tak będę tęskniła.
Mama:Ja za tobą też.Mówi po czym mocno mnie przytula po minucie puszczając.
Przypominam sobie,że o 10:00 mam lot ,więc muszę wcześniej ustawić się w kolejce,aby zająć dobre miejsce.Wkładam słuchawki do uszu i słucham trochę muzyki :One Direction-Another World.
Myślę o wszystkim co się do tej pory stało o tym,że opuściłam moje przyjaciółki,które będę mogła usłyszeć tylko przez telefon.Jednak z drugiej strony poznam nowych ludzi,zaprzyjaźnię się z kimś;sama myśl,że jestem coraz bliżej Londynu sprawia że jestem szczęśliwa,nie obchodzą mnie moi nudni wujkowie,na pewno znajdę sposób na spędzenie fajnie czasu.
Teraz pewnie myślicie : 'Jejuu! To Londyn! Zdajesz sobie sprawę ?Byłam prze szczęśliwa gdybym mogła tu zamieszkać,nie,dla mnie tak nie jest,znam Londyn,można powiedzieć,że już się do niego przyzwyczaiłam,nie może być inaczej skoro jeżdżę tu z rodzicami co roku,oczywiście do moich wujków.
Niespodziewanie przychodzi mi genialna myśl:mogłabym zamieszkać u mojej starej przyjaciółki Allyson,która przeprowadziła się tu jakiś rok temu,oczywiście jeśli moi wujkowie i Allyson się na to zgodzą.
Minęły 2 godziny i 45 minut w Londynie jest godzina 11:45.Samolot wylądował,wychodzę z niego,na mojej twarzy czuje zimny podmuch wiatru:Londyn nie jest taki jak Rzymu,jest zachmurzony i pochmurny.
Idę w kierunku domu moich wujków,jestem pewna,że pamiętam drogę w końcu tak jak powiedziałam wcześniej przyjeżdżałam tu dość często.Jednak od kilku lat nie przyjeżdżaliśmy tak często i jak się obawiałam zgubiłam się.Więc zamówiłam taxi i podałam kierowcy adres pod,który ma jechać.
Stoję przed drzwiami i delikatnie pukam.
Drzwi otwiera moja ciocia,jak zawsze uśmiechnięta i zaprasza mnie do środka z grzecznością,po drodze pytając mnie o lot.Ja od razu przechodzę do sedna.
Ja:Posłuchaj ciociu w te wakacje chciałabym się wyszaleć,byłabym szczęśliwa gdybyś pozwoliła mi zamieszkać u mojej przyjaciółki Allyson całkiem niedaleko stąd .
Ciocia:Pewnie jak uważasz chce żebyś podczas pobytu tu była szczęśliwa.
Ja: Awww,dziękuję ciociu jesteś najlepsza! Zadzwonię do Allyson.
Ciocia: Ok nie ma problemu.
Zanoszę walizki na górę,dom jest całkiem spory w drodze do mojego pokoju spotykam mojego kuzyna Alexa.Gdy byłam mała uważałam go za przystojnego,ale teraz traktuje go jak starszego brata.Alex ma 17 lat jest silny i wysportowany.Ma jasną czuprynę i szare oczy.Uwielbiam oczy takiego koloru.
Alex: Ehi Mag,czekałem na ciebie z niecierpliwością -mówi zamykając mnie w niedźwiedzim uścisku.
Mój kuzyn był zawsze typem osoby sympatycznej i żartobliwej.
Ja: Mhh naprawdę ? Dlaczego ?
Alex:Nie wiem,może dlatego,że tak długo cię nie widziałem i tęskniłem...wyrosłaś.
Ja:Ja też tęskniłam,wyładniałeś!mówię -I dziękuje
Alex:Nie ma za co,ja teraz wychodzę zobaczymy się później.
Ja:Ok cześć
Przyjechałam nie dawno a już mi się nudzi-wyjdę gdzieś.Mówię cioci,że wychodzę i doganiam Alexa.
Ja: Hej gdzie idziesz?
Alex: Idę na rynek chcesz iść ze mną ?
Ja:Ok,bo wiesz nudzi mi się w domu.
Spacerujemy w nieznanym mi kierunku przechodząc przez wąską uliczkę.Po kilku minutach przechodzi blisko mnie chłopak,który uważnie wpatruje się w moje oczy,uśmiecha się do mnie a jego wzrok podąża w kierunku mojej szyi (potem dowiecie się dlaczego),a potem znika wtapiając się w gromadki ludzi.Miał oczy koloru nieba,nigdy ich nie zapomnę.Miał na głowie kapelusz ale udało mi się zauważyć pojedyncze kosmyki włosów koloru blond.W pewnej chwili,zatrzymuje się,odwracam się w kierunku mojego i krzyczę na mojego kuzyna.
piątek, 23 maja 2014
Rozdział 2
Idę przyszykować sobie śniadanie,w trakcie przygotowywania chleba z Nutellą patrzę krzywo na moją mamę,która przez złośliwość wyjmuje telefon i wybiera numer cioci.Oczywiście przechodzi na piętro,abym nie słyszała konwersację między nią a ciocią. Śledzę ją,zachowuje ostrożność aby mnie nie zauważyła,jednak ona widzi mnie tak czy tak,przechodzi do innego pomieszczenie,a ja nie mogę usłyszeć nic.Poddaje się i wracam do kuchni aby dokończyć śniadanie.
Po dziesięciu minutach zjawia się moja mama i oznajmia mi,że wyjeżdżam jutro o 10:00.
Dzień płynie powoli, w sposób najnudniejszy,nadchodzi wieczór muszę przygotować walizki ;wkładam do walizki jak najwięcej.Praktycznie w środku znajduje się cały mój pokój i łazienka.Właśnie dlatego jedna walizka mi nie starczy ,więc jestem zmuszona do wzięcia dwóch;teraz czas mija szybciej,a ja idę spać teraz,aby jutro móc obudzić się o 8:00.
'Drrriiiinn'

Moja więzienie zaczyna się.Moja mama punktualnie przychodzi wyrzucić mnie z łóżka,bo samej nie chce mi się wstawać.Nie jestem entuzjastycznie nastawiona do wyjazdu moi wujkowie są tacy...dzicy,nigdy nie wychodzą ,zamykają się w domu i grają w karty;postanowiłam zmienić nastawienie chce spędzić jak najlepiej te wakacje,dlatego wstaje i zakładam coś słodkiego.Po 30 minutach w końcu zdecydowałam się co założę;oczywiście nie mogę zapomnieć o naszyjniku z moim imieniem,nakładam lekki makijaż.
JESTEM GOTOWA.
Po dziesięciu minutach zjawia się moja mama i oznajmia mi,że wyjeżdżam jutro o 10:00.
Dzień płynie powoli, w sposób najnudniejszy,nadchodzi wieczór muszę przygotować walizki ;wkładam do walizki jak najwięcej.Praktycznie w środku znajduje się cały mój pokój i łazienka.Właśnie dlatego jedna walizka mi nie starczy ,więc jestem zmuszona do wzięcia dwóch;teraz czas mija szybciej,a ja idę spać teraz,aby jutro móc obudzić się o 8:00.
'Drrriiiinn'

Moja więzienie zaczyna się.Moja mama punktualnie przychodzi wyrzucić mnie z łóżka,bo samej nie chce mi się wstawać.Nie jestem entuzjastycznie nastawiona do wyjazdu moi wujkowie są tacy...dzicy,nigdy nie wychodzą ,zamykają się w domu i grają w karty;postanowiłam zmienić nastawienie chce spędzić jak najlepiej te wakacje,dlatego wstaje i zakładam coś słodkiego.Po 30 minutach w końcu zdecydowałam się co założę;oczywiście nie mogę zapomnieć o naszyjniku z moim imieniem,nakładam lekki makijaż.
JESTEM GOTOWA.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
